Jest kilka zapachów, które działają na Pączka. Na przykład, Vegeta. Przyprawa jest przechowywana w metalowej puszce, wydawałoby się szczelnej. Tymczasem ile razy puszka pojawi się na kuchennym blacie, Pączek już przy niej jest. Zaczyna od ocierania się pyszczkiem o wieczko, potem przechodzi do tarzania się na grzbiecie, a potem puszka szybko jest chowana do szafki, bo nie wiadomo czym by się to szaleństwo skończyło.
Podobną reakcję wywołuje u niego Pronto w spreju do mebli. Przekonaliśmy się o tym niedawno kiedy zaczął się tarzać wokół czyszczonego mebla i ocierać się o niego całą powierzchnią futerka. Trudno było odciągnąć wierzgającego wesoło Pączka do innego pokoju.
Na obydwu tych nafaszerowanych chemią produktach powinna być jakaś informacja o ich działaniu na układ nerwowy. We mnie żaden z nich nie wywołuje euforii, ale na Pączka działają piorunująco.
Jest też sporo zapachów, których Pączek nie znosi: zioła prowansalskie, gałka muszkatołowa, estragon. Ile razy powącha je z bliska, ucieka. W ogóle szuflada z przyprawami to postrach kota.
W poprzednim mieszkaniu Kruszynka bardzo lubiła zaglądać do kuchennych szafek. Brałam ją na ręce i otwierałam po kolei każdą szafkę, a ona zaglądała do środka, robiła niuch-niuch, czasem przestawiła coś łapką. Wyjątkiem była szafka z przyprawami. Kiedy ją otworzyłam, Kruszynka odwróciła się do mnie i złapała mnie zębami za rękę, delikatnie ale stanowczo. Więcej już tam nie zaglądałyśmy.

Pączek wącha maciejkę w lecie zeszłego roku.