Pączek podchodzi do choinki z respektem – pierwsza jaką w życiu widział miała prawie trzy metry. Obecna ma niecałe dwa, ale Pączek traktuje ją dobrze: obchodzi ją dookoła, wspina się na tylne łapki i delikatnie boksuje słomkowe zabawki, próbuje pić choinkową wodę ze stojaka.
Nie ma natomiast respektu dla prezentów. Z obydwu jakie się wczoraj pojawiły od razu zerwał kokardki i gnał z nimi przez całe mieszkanie. Odkąd prezenty zniknęły, Pączek sam leży pod choinką. To jest jego baza wypadowa. Kiedy ktoś przechodzi obok, Pączek wyskakuje i rzuca się mu na nogi, albo na piłkę, albo na sznurek, zależy co przechodzący przezornie ze sobą niesie, w celu odciągnięcia kocura od własnych nóg.

Kruszynka zareagowała na widok pierwszej w życiu choinki prawdziwym szałem. Położyła uszka po sobie i natychmiast zaczęła się wspinać po rozkładanym przez nas sztucznym drzewku. Prawie się wszyscy przewróciliśmy. Kruszynka była zachwycona i na bonus zademonstrowała chodzenie po ścianach prostopadle do podłogi, całkowicie wbrew grawitacji. Odczekaliśmy i ubraliśmy choinkę. Okazało się, że Kruszynka obchodzi się z ubranym drzewkiem bardzo delikatnie. Wspinała się na szafę, na której stało i bardzo ostrożnie huśtała sobie bańki, tak żeby nic nie strącić.

Warkotka, kiedy mieszkała jeszcze w mieście była dla choinki bezwzględna. Przewracała, demolowała, tłukła bańki, targała łańcuchy, papierowe zabawki roznosiła w drobny mak. Przez kolejne lata w domu zamiast choinki była choinkowa gałąź zawieszona bardzo wysoko, poza zasięgiem. Po przeprowadzce na wieś Warkotka ignoruje choinkę. Obchodzi ją tylko to, co poza domem.
Ach, te koty.
Zdjęcie sprzed roku. Pączek i choinkowy olbrzym.
