… ponieważ po kolei rozchorowało się oboje jego opiekunów i im towarzyszył. Pączek z zadowoleniem przyjął fakt, że cały dzień ktoś siedział w domu, ale żeby z tego powodu była jakaś taryfa ulgowa? Co to, to nie. Chrupki musiały znaleźć się w misce o 7.30 rano, bo jak nie to ledwo dyszącej przez katar kładł się przy twarzy blokując i tak niewielki dostęp powietrza, albo skakał po brzuchu chorego na grypę żołądkową.
Jeśli chodzi o jedzonko, to kocur jest bezwzględny, natomiast nakarmiony robi się milutki, mruczący i mlaskający, ewentualnie brykający. Nawet tak okrutny kot jak Pączek ma jednak walory terapeutyczne: nie pozwala się nad sobą rozczulać i szybko stawia na nogi.
Przerażone spojrzenie mówi samo za siebie – miska jest pusta! (zdjęcie sprzed roku)

