Pączek się nastroszył. Stało się to kiedy stanął w uchylonych drzwiach i już mu tak zostało. Teraz jest na oko o jedną trzecią większy niż nienastroszony i wygląda imponująco. Przestał gubić futerko, widocznie uznał, że teraz każdy włosek może się przydać.
Rano usiłował mnie odwinąć z kołdry, ale mu się nie udało. Byłam szczelnie zapakowana po samą szyję i nawet precyzyjny chwyt pączkowej łapy nie mógł mi jej wydrzeć.
Kruszynka już w zeszły weekend kilka razy sprawdzała czy kaloryfery grzeją, ale nie grzały. Przez drzwi wiało zimnem, bo Warkotka łaziła tam i z powrotem i nie dało się zamknąć.
Warkotki chyba nie rusza ani zimno ani deszcz. Często wraca do domu całkiem przemoczona i wygląda wtedy jak kominiarski wycior. Jak się nie zdąży z ręcznikiem to wyskakuje na stół i wyciera się w obrus.
Jakby nie patrzeć, słońca nie widać. Pączek siada tylko tam, gdzie jest położony kocyk.


Ładny kot w ładnym kadrze, miło popatrzeć