Pączek nie przestaje nas zaskakiwać. A wręcz wprawiać w osłupienie. Ale po kolei.
Ostatnio dajemy Pączkowi pastylki. Weterynarz przepisał 12 dawek antybiotyku na katar, który Pączka złapał mimo, że był szczepiony. Po katarze nie ma już śladu, ale antybiotyk trzeba brać do końca. Regularnie napastujemy więc Pączka pastylką.
No i przed wczoraj właśnie nas zaskoczył. Jak zwykle rano porwałam go na kolana i dałam pastylkę. Spodziewałam się, że po wszystkim natychmiast oddali się na bezpieczną odległość, a tymczasem w najlepsze siedział na kolanach i nastawiał się do głaskania. Mrużył oczy i wyglądał na zadowolonego.

Wtedy przypomniało mi się jak ponad pół roku temu koty złapały świerzb uszny. Niezbyt przyjemne czyszczenie i smarowanie uszu odbywało się codziennie. Pączek wiedział co go czeka zwłaszcza, że do czyszczenia był drugi w kolejce. Zamiast się gdzieś zaszyć widząc, że oto zbliża się ten straszny moment czekał obok blatu, na którym właśnie czyściliśmy uszy innego kota. Po wypuszczeniu kota numer jeden, Pączek pozwalał się wziąć na ręce i postawić na blacie, ale samego czyszczenia wyraźnie nie lubił: trzepał główką, miauczał żałośnie i dawał znać, że już wystarczy. Po zakończeniu procedury natychmiast się uspokajał i zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Następnego dnia znowu nie uciekał.
Powodem na pewno nie jest to, że Pączek nie skojarzył faktów. Pączek wie i rozumie wszystko. Chowa się pod łóżko na widok samego pudełka od odkurzacza, a nawet na widok sięgania po pudełko do odkurzacza. Zrywa się na dźwięk wyłączania się systemu w kompie i pędzi do miski, choćby nawet wcześniej spał (człowiek będzie w ruchu – będzie miał po drodze do pudełka z chrupkami). Głośnym protestem reaguje na krzątaninę poprzedzającą wyjście z domu któregoś z nas ( ale tylko jeśli odbywa się to w nieuzgodnionych porach – czyli poza wyjściem do pracy, bo do pracy wolno nam wyjść). Przy Pączku wymiękłby każdy behawiorysta. Oto wielka tajemnica Pączka.