Podróżowanie z kotem

25 06 2008

Wakacje = podróże, a koty podróżować zwykle nie lubią. Mam na myśli Pączka, oczywiście.

Od czasu do czasu zabieramy go do moich rodziców. Uwielbia tam być, biegać po domu i ogrodzie, a przede wszystkim zaczepiać Kruszynkę i Warkotkę. Ale zanim się tam znajdzie musi przejechać 35km samochodem. Zajmuje to 45 minut, podczas których Pączek się po prostu męczy. Nie lubi być zamknięty w transporterze, więc pakujemy go do środka tylko żeby przenieść go z domu do auta i z auta do domu. Ze środka dobiegają wtedy miauki na przemian gniewne i żałosne.

Kot zrelaksowany.W samochodzie wypuszczamy go chociaż wiemy, że to niebezpieczne (w razie gwałtownego hamowania transporter chroni kota przed potłuczeniem). No ale co robić, kiedy tak strasznie protestuje przeciw zamknięciu?

Żeby jakoś kontrolować jego łażenie ja muszę siedzieć z tyłu, a Pączek i tak co jakiś czas próbuje wślizgnąć się na ramię kierującego Igora, albo rzucić mu się na kolana. Ostatnio jechało się z nim jakby spokojniej, to znaczy większość drogi przeleżał na kolanach, chociaż łapki miał jak zwykle gorące i mokre ze zdenerwowania.

Staramy się mu oszczędzić tych podróży więc kalkulujemy tak żeby, jeśli już jedziemy, to jak najwięcej czasu spędzać na miejscu. Ostatnio pojechał na półtora tygodnia, żeby nie był zbyt długo sam kiedy my siedzieliśmy w kinie na Krakowskim Festiwalu Filmowym. No i przestawił mu się nieco rytm dobowy, ale to inna historia.

Mam wrażenie, że tym co najbardziej go denerwuje w jeździe samochodem jest hałas i podskakiwanie na wybojach. Jeśli was stać, koniecznie kupcie waszemu kotu limuzynę.

wykop.pl


Działania

Informacja

Skomentuj