Każdego poranka w moim łóżku toczy się kampania, która ma tylko jeden cel – napełnienie kociej miski. Do niedawna Pączek rozpoczynał męczenie o akceptowalnej 6, ale od czasu wakacji na wsi zaczyna o skandalicznej 5 rano. Zaczyna delikatnie.
Pierwszy etap to piszczenie do ucha – czyli mówienie „miau” z zamkniętym pyszczkiem bardzo żałosnym głosem.
Potem następują, w kolejności wyrafinowania, inne tortury:
- łaskotanie wąsami po twarzy
- przybijanie pieczątek na powiekach mokrym nosem
- przechodzenie nad twarzą w ten sposób, żeby łaskotać futerkiem znajdującym się na brzuchu
- wkładanie łapy między szyję śpiącego a poduszkę
- przebieganie po łóżku i wszystkich którzy się w nim znajdują
A kiedy to nie pomaga pozostaje najstraszniejsza broń – ostrzenie pazurów na materacu. Wtedy zrywam się przerażona, że niedługo nie będę miała na czym spać.


pieczątki na powiekach rządzą
[...] 29 07 2008 Pączek nie patyczkuje się z nami, kiedy jego miska jest pusta i radykalnie upomina się o napełnienie. Warkotka nie bardzo umie powiedzieć, że chciałaby coś do jedzenia. Na szczęście Kruszynka [...]